Legenda o budowniczym Mostu Karola
Kiedy słudzy wrzucili ciało nieszczęsnego spowiednika królowej Jana Nepomucena do Wełtawy, mówi się, że wydarzyło się nieszczęście. Zawaliło się jedno z przęseł Mostu Karola. Cokolwiek murarze by nie robili, jak bardzo się nie starali, nie mogli go naprawić. Nawet stary Petr Parléř nie mógł nic na to poradzić. Jak mieszkańcy Pragi rozwiązali ten problem? O tym opowie nam legenda o budowniczym Mostu Karola.
Jak budowniczy uratował Most Karola
Na miejsce Petera Parléřa, który zmarł w 1399 roku, przyszedł młody architekt. Postanowił koniecznie odbudować most. Jednak nie szło mu to łatwo: przęsło ciągle się zawalało, cement nie wytrzymywał. Młodzieniec popadł w rozpacz, a gniew króla Wacława IV narastał. Słyszał groźby konfiskaty całego majątku, a pod jego opieką była ciężarna żona.
Legenda o budowniczym Mostu Karola opowiada, że nagle w nocy ukazał mu się diabeł i podstępnie zaproponował umowę. Pomoże odbudować most i zrobi wszystko, aby przęsło nigdy się nie zawaliło. A zapłatą będzie... nie, nawet nie dusza architekta. Dusza pierwszej żywej istoty, która postawi stopę na moście. Architekt zgodził się, bo dostrzegł lukę w diabelskim planie. Podpisał umowę i prace ruszyły pełną parą.

Budowa Mostu Karola, Model z Muzeum Mostu Karola, Praga
Niedługo nowe przęsło stanęło na swoim miejscu. Tylko jedno było dziwne – architekt do otwarcia mostu nikogo nie wpuszczał, poza ekipą budowlaną. A ponieważ należeli oni do tajnej organizacji murarzy, nie obchodziła ich ta umowa.
I nadszedł dzień otwarcia. Architekt wstał jeszcze przed świtem, aby przygotować swoją sztuczkę. Minęła godzina, aż nagle do domu młodzieńca przybiega jakiś murarz.
— Kłopoty, proszę pani, most się zawalił, ledwo wyciągnęli pana męża z wody!
Biedna kobieta rzuciła się, pobiegła. Nie zdążyła się obejrzeć, jak dobiegła do mostu, postawiła na nim stopę... I nagle pojawił się diabeł i zabrał jej duszę. Kobieta upadła i już się nie ruszała. A przy moście stał oszołomiony architekt, trzymając w rękach koguta. Razem z młodą kobietą zginęło również nienarodzone dziecko.
Duch dziecka z legendy o budowniczym Mostu Karola
Jego duch długo błąkał się po moście. Nocami kaszlał i cicho kichał. Nikt tych dźwięków nie słyszał, aż pewnego dnia jakiś zamyślony młodzieniec odpowiedział:
— Na zdrowie!
— I wam zdrowia! — odpowiedziano mu z ciemności. Tak duch został uwolniony, a dziecko znalazło spokój.
Powodzie na Wełtawie
Raczej mało prawdopodobne, by legenda o budowniczym Mostu Karola miała historyczne podstawy. W tym okresie historia nie zanotowała podobnych katastrof. Jednak kronikarze podczas budowy odnotowali aż pięć powodzi.
Rzeka Wełtawa faktycznie jest bardzo niebezpieczna dla mostów. Z górskich terenów południowych Czech w czasie ulew niesie burzliwe wody. Siła wody wielokrotnie wystawiała Most Karola na próbę, aż w lipcu 1432 roku zniszczyła pięć filarów. Naprawa trwała ponad 70 lat — kraj dopiero co wyszedł z wojen husyckich i brakowało środków. Kolejna podobna katastrofa miała miejsce w lutym 1784 roku, kiedy tratwy i lód zniszczyły aż sześć filarów. Wtedy most szybko odbudowano. Następna i ostatnia katastrofa wydarzyła się we wrześniu 1890 roku, kiedy kłody z tratw uderzyły w filary. Zawaliły się dwa przęsła, trzy filary zostały uszkodzone. Po tej katastrofie część rzeźb wymieniono na inne.