Antal Berkes. Ulica Rakoczego w Budapeszcie zimą
Dziś jest pierwszy dzień astronomicznej zimy, i chciałabym pokazać Wam coś, co jednocześnie oddaje klimat zimy i miejskiego życia. Szczególnie na tle naszych bezśnieżnych zim, kiedy miasta zamieniają się w jedną, wielką szarą kałużę. Niewątpliwie wojna odcisnęła swoje piętno na naszym życiu, a wrażenie atmosfery miasta zupełnie się zmieniło. Dlatego proponuję na chwilę spojrzeć na obraz węgierskiego malarza Antala Berkesza – Ulica Rakoczego w Budapeszcie zimą. Ten obraz można zobaczyć w Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki.

Antal Berkes
Kilka słów o artyście. Antal Berkes urodził się 28 marca 1874 roku w Budapeszcie i tam też zmarł 22 października 1937 roku. Uczył się, co ciekawe, również w Budapeszcie, w tamtejszym Kolegium Sztuki Stosowanej. Był młodym człowiekiem o bystrym oku, który szczególnie umiłował sobie miejskie sceny, dlatego z czasem zaczął przedstawiać je na swoich obrazach. Szczególnie interesowała go magia ulicznych świateł, które pojawiają się na wielu jego dziełach. Z czasem zaczął malować także ulice Wiednia i Paryża.
Pierwsza wystawa Antala Berkesza odbyła się w 1903 roku w Galerii Malarstwa w Budapeszcie, a ostatnia – w 1937 roku w Debreczynie. Jego prace są rozproszone po całym świecie, a jedna z nich trafiła do Lwowa. Za życia otrzymał tytuł poetyckiego kronikarza Budapesztu.
Jak wygląda Budapeszt zimą?
Na obrazie Ulica Rakoczego w Budapeszcie zimą szczególnie wyraźnie widać jego miłość do miejskich pejzaży i świateł, nawet pomimo tego, że moje zdjęcie wyszło trochę krzywo. Wygląda na to, że powoli zapada wieczór. W mieszkaniach robi się ciemno, a ludzie zapalają światła. Płoną światłami kawiarnie, oświetlając szyldy. Jak widzimy, w tamtych czasach ulice jeszcze nie były posypywane solą, więc nie zamieniały się w breję o nieokreślonym kolorze. Może śnieg dopiero co spadł, chmury wieczorem się rozeszły, trochę się przejaśniło, a ludzie wyszli na spacer w świeżym mroźnym powietrzu.
Patrząc na ten obraz, mam ochotę przejść się tą ulicą Rakoczego, posłuchać chrupania śniegu pod stopami i zajrzeć do jakiejś kawiarni na kawę i ciastko.
