Diane Setterfield „Trzynasta opowieść”
Czy wiecie, że lubię czytać w czasie świąt Bożego Narodzenia, siedząc pod choinką? Na jej gałęziach wiszą duże ozdobne nietoperze, siedzą pająki, a sama choinka okryta jest czarną koronką. Nie przeszkadza jej to jednak być piękną choinką — przynajmniej w moim wampirycznym guście. W tym roku szczególnie dopisało mi szczęście czytelnicze, ponieważ trzymałam w rękach neogotycką powieść Diane Setterfield „Trzynasta opowieść”. Książka ta okazała się dla mnie prawdziwym odkryciem, dlatego z przyjemnością podzielę się z Wami moimi wrażeniami.
Fabuła książki „Trzynasta opowieść”
Przenosimy się do Wielkiej Brytanii, gdzie pewna pisarka, Vida Winter, bardzo dawno temu napisała książkę zatytułowaną „Trzynaście historii o zmianach i rozpaczy”. Później została ona wydana pod zupełnie innym tytułem, jednak zachowało się kilka egzemplarzy pierwotnego wydania. Interesowali się nimi antykwariusze, w tym pan Lea. Mijają lata i książkę zupełnym przypadkiem bierze do ręki jego córka — Margaret. Nagle odkrywa, że w rzeczywistości historii jest tylko dwanaście. I tak się składa, że stworzenie trzynastej opowieści przypadnie właśnie jej. Wszystko dlatego, że sama pisarka zwróci się do Margaret z pewną prośbą.
W momencie rozpoczęcia powieści Vida Winter jest niezwykle znaną i popularną autorką wielu książek. Mieszka w ogromnej posiadłości, otoczona służbą i parkiem. Jej życie spowite jest jednak tajemnicą: na każdą prośbę dziennikarzy o opowieść o przeszłości odpowiada inną, ciekawą, lecz bez wątpienia zmyśloną historią. Tylko raz mało znany dziennikarz zapytał ją o prawdę. Zmyślenia zadowalały wszystkich. Jednak czas mijał i pisarka postanowiła wreszcie opowiedzieć swoją historię — i to nie byle komu, lecz dobrze nam już znanej Margaret Lee. Pozostaje jednak pytanie: czy będzie to historia prawdziwa?
Vida Winter opowiada Margaret mroczną i fascynującą historię bliźniaczek z rodu Angelfieldów. Opowieść ta niespodziewanie, choć całkiem logicznie, porusza głęboko skrywaną historię samej Margaret Lee, która po porodzie również straciła swoją bliźniaczkę. Dowiadujemy się o tym już na początku powieści, więc nie jest to duży spoiler. Bliźniaczki, podobnie jak autorka, mieszkają w wielkiej posiadłości wraz z matką, wujem oraz kilkorgiem służących — spośród nich najlepiej poznamy starszą gospodynię oraz ogrodnika Johna Digginsa, zwanego Kopaczem.
Główne tematy powieści
Motyw bliźniaczek jest jednym z kluczowych. Autorka bada mistyczną więź i duchowe pokrewieństwo, które łączy dziewczynki od wczesnego dzieciństwa aż po dorosłość — od tajemniczego języka, zrozumiałego tylko dla nich, po zazdrość między siostrami. Zjawisko tej szczególnej więzi analizują w powieści guwernantka Esther oraz lekarz Maudsley. Próbują nawet rozdzielić siostry — i właśnie wtedy, razem z narratorką, odczuwamy cały ból każdej z dziewcząt, gdy zmuszone są mieszkać osobno. Z drugiej strony widzimy też ich indywidualność: Emmeline jest większą łakomczuchą, ale za to znacznie łagodniejszą, natomiast Adeline bywa okrutna. Gdyby połączyć obie bliźniaczki w jedną osobę, powstałby człowiek, w którym cechy obu dziewcząt wzajemnie by się równoważyły.
Kolejnym ważnym tematem jest degeneracja starych rodów. Niegdyś bogaci Angelfieldowie wznieśli ogromną posiadłość, w której żyli przez wiele pokoleń — zapewne żeniąc się z córkami sąsiadów (albo i nie). Już u dziadka bliźniaczek, George’a Angelfielda, widzimy pierwsze oznaki upadku: zaniedbuje syna Charliego, faworyzując młodszą córkę Isabel. Drugie pokolenie, czyli dzieci George’a, pogrąża się w dziwnych, sadomasochistycznych i kazirodczych grach, aż hormony dojrzewania wyrywają Isabel, a potem także jej starszego brata, z rodzinnego gniazda. Wreszcie trzecie pokolenie dożywa całkowitego upadku posiadłości. Czwarte — o ile w ogóle się pojawi — raczej nie odziedziczyłoby już niczego.
Neogotycki charakter „Trzynastej opowieści”
Dlaczego uważam „Trzynastą opowieść” za powieść neogotycką? Diane Setterfield przez cały czas bawi się mistyką. Nieustannie wydaje nam się, że za chwilę, gdzieś tuż obok, pojawi się duch. Rozpadająca się posiadłość pełna tajemniczych korytarzy, pokoi i przedmiotów, jej mieszkańcy — częściowo, jeśli nie wszyscy, na swój sposób szaleni lub skrywający sekrety. Ogólna mroczna atmosfera i przeczucie nadchodzącej tragedii, która ostatecznie następuje. Wszystko to bardzo przypomina dawnych poprzedników autorki.
Warto dodać, że w powieści ktoś niemal bez przerwy umiera — w okolicznościach tajemniczych lub całkiem zwyczajnych. Możecie nawet spróbować policzyć, ile śmierci napotkacie w trakcie lektury. Margaret Lee odwiedza cmentarz oraz rodzinny grobowiec, próbując dotrzeć do prawdy.
Mimo że na końcu otrzymujemy odpowiedzi na niemal wszystkie pytania, jedno wciąż pozostaje tajemnicą: kto właściwie ocalał z pożaru, a kto zginął? Jedynie na podstawie drobnych wskazówek i pośrednich znaków możemy próbować wyciągać wnioski. Ale czy będą one jednoznaczne?
Ekranizacja powieści
W 2013 roku powstała ekranizacja powieści. Warto poświęcić jej kilka słów. Ogólnie wiernie oddaje ona bieg wydarzeń, choć niektóre wątki zostały przedstawione zbyt skrótowo. Na przykład linia Aureliusa, mężczyzny spotkanego przez Margaret na ruinach posiadłości, została słabo rozwinięta. Za to dobór aktorek jest znakomity. Zaskoczyło mnie, że bliźniaczki zagrała ta sama aktorka (również dziewczynki w odpowiednim wieku nie były bliźniaczkami). Podczas seansu nie sposób tego zauważyć.
„Trzynasta opowieść” poruszyła moje wampiryczne, nieumarłe serce do samej głębi i z całego serca polecam ją wszystkim, którzy szukają dobrej lektury pod choinkę. Tym bardziej że sama akcja rozgrywa się zimą. Ale czy pojawi się świąteczny cud? Przekonajcie się sami!
