Dan Brown Inferno
Lato nie sprzyja czytaniu poważnych książek – chce się odpoczynku i przygód, tym bardziej że dni są długie, a noce krótkie. A wiadomo, że dla nas, wampirów, bezpośrednie promienie słoneczne są szkodliwe. Nie pozostaje więc nic innego, jak znaleźć sobie miejsce w cieniu i sięgnąć po literaturę przygodową. A kiedy na półce stoi Dan Brown Inferno, wybór, jak to się mówi, jest prosty i oczywisty.

Fabuła książki Inferno
Inferno to czwarta powieść z serii przygód historyka sztuki Roberta Langdona. Tym razem los rzuca go do szpitala, gdzie odzyskuje przytomność. Ostatnie, co pan Robert pamięta, to wykłady w USA. I dziwne widzenie siwowłosej kobiety, która wzywa, by się pospieszył. W głowie szum i mrok, na zewnątrz bandaże po ranie. Wygląda przez okno, a tam... Florencja. Spogląda przez szklane drzwi – i widzi punkową dziewczynę próbującą się do niego wedrzeć i odrobinę go postrzelić. Co robić w takich warunkach?
Oczywiście uciec z lekarką Sienną w nieznanym kierunku. Cały szereg przygód prowadzi Roberta przez ulice i zabytki Florencji oraz jeszcze dwóch innych miast (jakich – nie zdradzę, bo to byłby spoiler). Na piętach Langdona i Sienny siedzi nie tylko Vayentha, ale też tajemniczy ludzie w czarnych mundurach pod dowództwem Christopha Brüdera, a nawet – zdaje się – rząd USA. Profesor w niezłych tarapatach!
A do tego w kieszeni profesora znajduje się tajemniczy projektor, który wyświetla na ścianie obraz Sandro Botticellego Mapa Piekła. Robert Langdon czepia się zagadki jak ogar tropu i pędzi ku przygodom, nie zważając na żadne okoliczności.
Jak można się domyślić, główną osią książki Inferno jest Boska Komedia Dantego Alighieri, na której podstawie antagonista, Bertrand Zobrist, przygotował pułapkę dla bohaterów. Po co to zrobił, dlaczego to zrobił – nie wiadomo. Ale zrobił. Gdyby naprawdę chciał osiągnąć swój krwawy cel, nigdy nie zostawiłby żadnych wskazówek, tylko po prostu ukrył to, co chciał ukryć, tak by nikt się o tym nie dowiedział. Skąd więc ten cały patos z projekcją i cytatami?
Mam jedną odpowiedź: aby poprowadzić czytelnika przez zabytki Florencji i innych miast oraz wzbudzić zainteresowanie Boską Komedią. I Danowi Brownowi to się udało – przynajmniej w moim przypadku. Mogę sobie wyobrazić, ilu ludzi przyjeżdża do ogrodów Boboli, Palazzo Vecchio czy florenckiego baptysterium tylko po to, by podążyć śladami Roberta Langdona i Sienny Brooks.
Drugie, poważniejsze pytanie dotyczy tego, w jakich dokładnie okolicznościach profesor stracił pamięć i trafił do szpitala. Te wydarzenia i działania sprawców wydają się ostatecznie absurdalne i nadmiernie skomplikowane, skoro można było to wyjaśnić dużo prościej. No cóż – element cyberpunku i fantastyki w powieści przygodowej Dana Browna to nic dziwnego, i niech tak będzie.
Ogólne wrażenia z książki mam pozytywne – jako lekkiej lektury, która dodatkowo inspiruje do podróży w piękne miejsca i budzi zainteresowanie klasyką włoskiej literatury renesansowej.
Film Inferno
Ta recenzja nie byłaby pełna bez filmu. I tu oddaję głos mojej przyjaciółce Laile.

— Oni wszystko, absolutnie wszystko przeinaczyli. Zmienili rolę fabularną Sienny Brooks, Brüderowi nie tylko rolę, ale i imię. Wycięli Ferrisa. Ty go nie wspominałaś, to jeden z drugoplanowych bohaterów. Autentyczni pozostali chyba tylko Langdon i Vayentha – i to w bardzo umowny sposób. Rozumiem, że dla skrócenia scenariusza usuwa się to, co scenarzysta czy reżyser uzna za zbędne. Ale znacząco zmieniać role głównych postaci, dodając jeszcze większego zamieszania i wprowadzając międzynarodowe intrygi? Po co? Po co dodawać wątek miłosny, którego w książce nie ma nawet śladu?
Poza tym film to widowiskowy thriller na tle Florencji. Nic więcej, nic mniej. Są ekranizacje lepsze od oryginału, są ekranizacje gorsze. Ta należy zdecydowanie do drugiej kategorii. Tom Hanks gra, oczywiście, dobrze – któż by w to wątpił – ale cała reszta budzi wiele pytań.
Wniosek
Jak więc widać, pytania budzi zarówno książka, jak i film. Mimo że poruszają ważne kwestie przeludnienia Ziemi, rozprzestrzeniania się nowych groźnych wirusów sztucznego pochodzenia, realizacja nie jest najlepsza. A jednak powieść Inferno można uznać za całkiem proroczą, jeśli przypomnieć sobie epidemię COVID-19, której pochodzenie wciąż budzi wiele wątpliwości.
