Bohdan Kolomijczuk “Mozart z Lemberga”
Jednego dnia trafiła do moich rąk książeczka Bohdana Kolomijczuka "Mozart z Lemberga". Muzyka tego geniusza jest częstym gościem w moim domu, nawet zbyt częstym. Więc koniecznie chciałam ją przeczytać. Teraz na waszych oczach wbiję w nią moje ostry mentalne kły i dokładnie ją przejrzę.

Głównym bohaterem książki jest młodszy syn maestro Franz Xaver Wolfgang Mozart. Urodził się w 1791 roku w Wiedniu, a po pięciu miesiącach umiera jego ojciec. Syn praktycznie nie znał swojego taty, ale sława ojca towarzyszyła mu przez całe życie. I nawet muzyki Franc uczył nikt inny, jak Antonio Salieri. 20 lat swojego życia spędził na obecnych terenach Ukrainy - we wsi Podkanień, gdzie uczył muzyki córki hrabiego Baworowskiego, później pracował jako nauczyciel muzyki w Bursztynie oraz we Lwowie.
Książka zaczyna się od krótkiego życiorysu i pierwszego koncertu zorganizowanego przez matkę Konstancję w Wiedniu. Ten występ dał początek wielkim nadziejom społeczeństwa na takie same sukcesy syna, jakie miał jego genialny ojciec. Zostają nam szczegółowo opisane okoliczności podróży Mozarta młodszego do Podkamienia, jego pierwsza zima na wsi i znajomość z rodziną Baroni von Kawalkabo, która odegrała ogromną rolę w życiu muzyka oraz w książce.
W rzeczywiste wydarzenia autor wplótł nutkę mistycyzmu. Poznajemy dyrektora lwowskiego teatru Fredericka Altmanna, miłośnika wschodu z niewiarygodnymi koneksjami biznesowymi w kręgach teatralnych. Jest dość podobnym do innego managera, Briana Epsteina. W tym wywiadzie autor o powstaniu jeszcze jednej historii detektywistycznej. Do fabuły został wprowadzony legendarny detektyw i awanturnikiem Eugène-François Vidocq'em. Nie jestem pewna, czy Vidocq kiedykolwiek odwiedził Austrię w celach biznesowych, ale dlaczego nie? Jest to całkiem możliwe. Jednak w tym przypadku postać wydała mi się zbyt... niby z anime? Czy wzięta z francuskiego filmu o tej samej nazwie z 2001 roku?
Wpływ innego filmu "Amadeus" (1979) jest trudno zaprzeczyć. Tak samo jak Leopold przychodzi do swojego syna Wolfganga, cień samego Wolfganga przychodzi do Franza Xavera, pomagając mu i wspierając w trudnych momentach życia.

Jeszcze w książce możemy poznać urocze miasto Lwów. Autor fajnie ułożył miasto jako piękne tło, w nim odczuć zapach kawy w niespodziewanie wiedeńskiej kawiarni. Jednak diligence z Mozartem przybywa do Lwowa od strony klasztoru Bernardynów z resztkami muru na południowy wschód od Rynku. A powinien od strony katedry św. Jerzego i kościoła św. Anny - właśnie obok nich przebiega droga z Rzeszowa. A jeszcze mamy szansę na spacer nad Poltva, w której, zdaniem autora, we wrześniu rechoczą żaby. Mi się zdarzało słyszeć żaby w październiku, ale gdy słońce całkiem dobrze ogrzewało brzegi jeziora. Ale nie w zimnej nocy!
Jeszcze jedną nieścisłość znalazłam podczas wspomnienia podróży do Szwecji. W latach 1820-tych nie było jeszcze aktywnego morskiego połączenia parowcami, dopiero w tym okresie zaczęły wychodzić z rzek na morza i oceany. O regularnych rejsach nie było jeszcze mowy.
Mimo to książka jest bardzo lekka i kameralna, świetnie się ją czyta w fotelu przy kominku w chłodne zimowe wieczory. Autor łatwo zanurza czytelników w epoce pierwszych dekad XIX wieku, jakby wynalazł wehikuł czasu, wszystko zobaczył na własne oczy, zbadał i opowiedział nam. Znajdzie się tu miejsce i dla miłości - jak to bez niej, i dla niebezpiecznych przygód.
Na koniec, Franz Xaver Mozart nie sprostał oczekiwaniom społeczeństwa. Jego muzyka była dobrą reprezentacją swojej epoki, ale sława przypadła zupełnie innym gwiazdom: starszemu o 21 lat Ludwigowi van Beethovenowi i młodszemu o 19 lat Fryderykowi Chopinowi. Co ciekawe, ten ostatni przeżył tylko o 5 lat dłużej niż Franz. W każdym razie muzyka Franza Xavera ozdobi wieczór, polecam ją!
