„Atlas zbuntowany” dzięki Ayn Rand
Długo zastanawiałam się nad napisaniem recenzji książki „Atlas zbuntowany” Ayn Rand. Przede wszystkim musiałam dobrze przemyśleć treść tej książki. Musiałam zdjąć różowe okulary, które nałożyła mi pierwsza połowa tej trylogii, i zacząć krytycznie analizować tę wielką, epicką i już kultową powieść. A sądząc po tym, od kogo pochodziły rekomendacje do jej przeczytania, jest ona bardzo popularna w środowisku biznesowym. I nic w tym dziwnego.

Główni bohaterowie powieści „Atlas zbuntowany”
Głównymi bohaterami powieści Ayn Rand są właściciele wielkich firm lub dyrektorzy przedsiębiorstw. Ci ludzie realizują swoje pomysły, żyją swoją pracą i można ich nazwać specjalistami najwyższej klasy. Hank Rearden, właściciel hut, wynajduje swój unikatowy metal, który pod każdym względem przewyższa wszystkie znane rodzaje stali. Francisco d'Anconia posiada liczne pokłady miedzi najwyższej jakości. Dagny Taggart pracuje w rodzinnym biznesie kolejowym, zaczynając od najniższego szczebla zarządzania – kierowniczki stacji, a wkrótce zostaje wiceprezesem firmy, której właścicielem jest jej brat James. W powieści pojawia się również kilku innych biznesmenów, bohaterów drugoplanowych, którzy mimo to odgrywają ważną rolę w fabule.
Wszyscy ci niezwykli ludzie są idealizowani, widzimy ich jako tytanów, którzy pchają gospodarkę USA do przodu. Nie często pojawiają się na imprezach towarzyskich, nie lubią kreatywnych towarzystw, pełnych, jak mogłoby się wydawać, nierobów i nieudaczników, żyjących na koszt społeczeństwa.
Społeczeństwo w powieści „Atlas zbuntowany”
Główną ideą Ayn Rand jest to, że społeczną wartość mają właśnie ludzie, którzy generują kapitał. Są jakby żywcem wzięci z idealistycznych plakatów socjalistycznych o fabrykach lub podboju kosmosu. Przeciwstawia im się bezwolnych, amorficznych, odpychających z wyglądu i wnętrza ludzi, którzy demagogią maskują swoje niskie, drobnomieszczańskie interesy, czerpiąc korzyści kosztem wspomnianych tytanów biznesu. Ci „ludzie” uzbrojeni w filozofię poświęcenia się dla dobra społeczeństwa stopniowo przejęli opinię publiczną, a za nią władzę. A kiedy zajęli krzesła w Waszyngtonie, zaczęli wprowadzać swoje pomysły w życie, stopniowo rujnując ład oraz gospodarkę w kraju. Nie pokazano, kto dokładnie stoi za tymi ludźmi, ale możemy się domyślać, że wywarły na nich wpływ zagraniczne siły. W końcu cały świat jest już socjalistyczny, a nacjonalizacja prywatnych firm postępuje w pełnym tempie.
Właśnie do nich należy James Taggart, co osobiście wydało mi się dziwne i nielogiczne. Dlaczego właściciel odnoszącego sukcesy biznesu miałby przejmować się nadmiernym altruizmem? Skąd w rodzinie biznesmenów pojawił się amorficzny nieudacznik? Co go ukształtowało na podobieństwo wielkiego, infantylnego dziecka? Nie wiadomo.
W tej sytuacji zaskakuje również amorficzna bierność przedsiębiorców. Zamiast aktywnie opierać się populistom, prowadzić jakąkolwiek walkę polityczną i w końcu przestać finansować bezsensowne projekty populistyczne, organizują milczący protest. Tworzą sobie tajemnicze miejsce, w którym urządzają idealny świat z kultem dolara, wyrafinowanymi relacjami, gdzie nie ma miejsca na żadną altruistyczną czynność, a wszystko ma swoją cenę. Utopijny kraj na morzu antyutopii. Szambala biznesu, Atlantyda przedsiębiorców. I podczas gdy świat poza tą bańką się wali, oni czują się całkiem dobrze.
A jak mogłoby być naprawdę?
W rzeczywistości, jak pokazuje nasza historia, wielki biznes i czołowi przedsiębiorcy również mogą poddawać się, i to łatwo, populizmowi. Elon Musk jest dobrym przykładem. Po drugie, aby populistom udało się zdobyć władzę w USA, musieliby przejąć pełną kontrolę nad dwiema izbami parlamentu, sądami i fotel prezydenta. Jak mogli zdobyć taką absolutną większość? Dlaczego przedsiębiorcy ograniczyli się tylko do swoistej ucieczki ze spaleniem mostów? I wcale nie wszyscy są takimi idealistami, więc mogli po prostu eliminować populistów, korzystając z usług mafii. Co więcej, taka walka znacznie ożywiłaby książkę „Atlas zbuntowany”. Zamiast tego mamy niekończące się rozmowy i rozważania.
Pierwsze ostre ruchy biznesu, wspierane nawet przez pirata Ragnara Danneskjolda i część wojska, mogłyby skutecznie zastraszyć populistów i zmusić ich do rozproszenia się lub przynajmniej ostrożniejszego zachowania. I aktywny opór byłby znacznie bardziej logiczny. W końcu odbudowa zrujnowanego kraju, rozproszonego na wiele fragmentów, kompletnie zniszczonej infrastruktury przez nieudaczników, byłaby dla nich kosztowna. Zamiast tego przedsiębiorcy po prostu zaczynają znikać. I to wcale nie z rąk tajemniczych zabójców czy porywaczy, co byłoby logiczne.
Z drugiej strony, wśród słabych ludzi prędzej czy później pojawiają się bonaparty i dyktatorzy, którzy eliminują ameby i przejmują władzę do swoich rąk. Historia rewolucji socjalistycznych pokazuje, że po populistach przychodzą właśnie silne jednostki, a populistów po prostu likwidują. I przyjdzie czas, kiedy taki dyktator zapuka do drzwi idealnej bańki Johna Galta. I za nim będzie uzbrojone po zęby regularne wojsko, a nie zdemoralizowany kraj.
No, ale to w rzeczywistości, nie w książce.
Inne wady książki „Atlas zbuntowany”
Trylogia ma znaczące wady. Pierwsza i główna to wątek miłosny. Przekształca poważną powieść w coś na kształt shoujo lub josei mangi, z wiernymi chłopakami, którzy chętnie ustępują ukochanej miejsca przed innymi wiernymi chłopakami. Aż w końcu ta prawie jedyna taka dziewczyna na świecie trafia do idealnego mężczyzny.
Druga wada to przemowa Johna Galta. Bardziej przypomina religijną wiadomość apostoła, kazanie na górze w swojej najbardziej niezwięzłej i przesyconej formie. Szczerze mówiąc, każdy zasnąłby już na jednej trzeciej, albo wyłączył radio.
Trzecia wada to zakończenie powieści. Jest tak samo idealistycznie nierealne, jak nierealny jest harem mężczyzn wokół Dagny Taggart, o czym już wspomniałam.
Autorce zarzucano również przestarzały system podziału obiektów przemysłowych, ale nie mogę tego ani potwierdzić, ani zaprzeczyć – po prostu brakuje mi wiedzy.
Wniosek
Mimo to książka Ayn Rand „Atlas zbuntowany” nie bez powodu uważana jest za kultową. To dzięki opisom działań tych aktywnych ludzi i ich postępowaniom możemy wszyscy łatwo się nimi inspirować i wprowadzać własne działania, firmy, interesy. Jeśli przyjmiemy te zasady, prędzej czy później dotrzemy do sukcesu.
Najważniejsze, żeby nie zapominać, że we wszystkim ważna jest równowaga, a wzajemna pomoc jest charakterystyczna nawet dla takich twardych ludzi, jak Hank i Dagny, którzy są jak odlani z metalu Reardena.
