Nasze opinie

Blog-Image 23.11.2024
filmy
Czas czytania 4 min
Luccia Rafaella

Złapać Kajdasza

O ukraińskim serialu „Złapać Kajdasza” opowiadali mi moi znajomi już od kilku lat. Jakoś jednak nie składało się, żeby go obejrzeć. A to zdjęcia, a to sesje fotograficzne, a to inne sprawy. Udało mi się go zobaczyć dopiero wtedy, gdy zachorowałam na COVID i leżałam w łóżku. Tak, tak, my, żywe lalki, też chorujemy na to paskudztwo, i to równie ciężko, jak ludzie. Ale dzięki temu miałam mnóstwo wolnego czasu i mogłam obejrzeć sensacyjny serial „Złapać Kajdasza”. Serial jest na Netflix.

Kilka słów o książce „Rodzina Kajdaszów”

Przypomnę wam fabułę. W wiosce Semihory niedaleko Bohusławia mieszka rodzina: Omelko i Marusia Kajdaszowie, którzy mają dwóch synów: Karpa i Ławryna. Najpierw żeni się Karpo z Motrią, potem Ławryn z Melaszką. Wszyscy zaczynają kłócić się z powodu różnych codziennych spraw. Oliwy do ognia dolewają dwie stare kobiety: baba Paraska i baba Pałaszka. Książka opiera się na prawdziwych wydarzeniach z życia realnej rodziny, znanej w całej okolicy ze swoich kłótni.

Szczerze mówiąc, nigdy nie należałam do osób, które nie lubiły tej książki w programie szkolnym. Wręcz przeciwnie – podobała mi się, ponieważ sięgnęłam po nią kilka lat wcześniej, zanim znalazła się w programie nauczania. Wesoły, niewymuszony klimat starej wsi z okolic Bohusławia i ciekawi bohaterowie znalazły miejsce w mojej dziecięcej wyobraźni. Dlatego podobała mi się ekranizacja z lat 90. z Bohdanem Stupką i dlatego bez uprzedzeń podeszłam do serialu „Złapać Kajdasza”, mimo że jego fabułę przeniesiono we współczesne realia.

W serialu do ekranizacji podeszli z niezwykłą dokładnością, odtwarzając nawet dialogi z książki. Przeniesiono też zawody bohaterów: Marusia Kajdasz obsługiwała stoły w kołchozie, a Omelko z cieśli stał się właścicielem warsztatu samochodowego. Jest nawet ta sama legendarna grusza!

W serialu pojawiają się również oryginalne postacie, które wzbogacają fabułę, dzięki czemu książka, która mogłaby zmieścić się w dwóch odcinkach, została rozwinięta w 12-odcinkową sagę.

Co jest nie tak z serialem „Złapać Kajdasza”?

Pierwsze kadry wsi… na Obuchowszczyźnie! Serio? Mogli przecież nakręcić to w Semihorach. Przecież to nie Karpaty, to blisko Kijowa. Tam są też Bijówce, skąd pochodzi Melaszka. W każdej z tych wsi można znaleźć zarówno bogate, jak i biedne chaty. Chociaż ogólny krajobraz Kijowszczyzny został zachowany. Są wzgórza, a domy wyglądają bardzo autentycznie.

Druga rzecz, która rzuca się w oczy, to imiona bohaterów. Rozumiem, że główne postacie, w tym baba Paraska i baba Pałaszka, muszą zachować swoje oryginalne imiona, ale wyglądają one zbyt archaicznie jak na nasze czasy, nawet radzieckie. Od stu lat nikt nie nazywa swoich dzieci Pałaszka ani Paraska. Może jedynie Melania mogłaby przetrwać, bo takie imię pojawiało się w latach 2000., choć raczej nie na Ukrainie. Marusia jako zdrobnienie Marii-Maryczki jeszcze by pasowała, ale w tamtych czasach częściej nazywano ją po rosyjsku – Masza. Imion takich jak Omelko, Karpo, Ławryn czy Motria już się nie spotyka na wsiach. Zastąpiły je imiona takie jak Sasza, Jura, Andrij, Natalka, Ołha, Śnieżana, Switłana czy Julia.

Omelko, Karpo i Ławryn

Brakowało mi też bardziej wyrazistych konfliktów między babą Paraską a babą Pałaszką. Mogli dodać trochę więcej!

Dlaczego serial „Złapać Kajdasza” to hit?

Poza wsią i imionami wszystko inne jest absolutnie autentyczne. Jeśli chcecie poczuć prawdziwą atmosferę wsi lat 2000., to ten serial jest dla was. Od młodzieżowych rozrywek po spotkania starszego pokolenia przy stole. Wizyty w klubie, zarobkowe wyjazdy, wszystko tak, jak było wtedy, a miejscami pozostaje do dziś. A do tego scenografia, począwszy od dywanów, zrywanych kalendarzy po stare, łatane wielokrotnie samochody.

Dom rodziny Kajdaszów
Dom rodziny Kajdaszów został zbudowany od zera przed nakręceniem serialu.

Działają jeszcze radiowęzły, wciąż można zobaczyć pasące się bydło (dziś to już rzadkość). Ludzie jeżdżą na pielgrzymki z wsi do Ławry. Autentyczny jest też surżyk, rosyjskojęzyczna muzyka, która wtedy dominowała na wiejskich imprezach, a nawet popularna wtedy Wierka Serdiuczka, bez której nie mogła odbyć się żadna wiejska potańcówka tamtych lat. Jednym słowem, serial „Złapać Kajdasza” to prawdziwa maszyna czasu.

Ale scenografia w filmie to tylko mała część sukcesu. Najważniejsi w serialu „Złapać Kajdasza” są aktorzy i ich interpretacja scenariusza. To naprawdę mi się podobało. Początkowo, gdy serial dopiero się rozkręcał, czasem wydawało się, że aktorzy trochę przesadzają. Ale już pod koniec pierwszego odcinka byłam tak zaangażowana, że zapomniałam, że to utalentowani aktorzy – oglądałam życie prawdziwych ludzi z ukraińskiej wsi. Złościłam się na podłe zachowanie Motrii, współczułam Ławrynowi, a szczególnie Melaszce.

Wiele osób krytykowało tę parę. W serialu Melaszka jest niepełnoletnia, choć w wieku przyzwolenia. Wielu krytyków zwracało na to uwagę. Jednak ci sami krytycy z miasta zapominają, że na wsiach ludzie dojrzewają wcześniej, a dziewczyny często wychodzą za mąż przed ukończeniem 18 lat. W przypadku Melaszki jest jednak trochę inaczej. Wciąż jest dzieckiem, a to, co zrobił Ławryn, jest po prostu ohydne. Kategorycznie potępiam jego postępowanie!

Melaszka i Ławryn

Co mamy w rezultacie?

Jak widzicie, drodzy moi, serial „Złapać Kajdasza” jest świetny, a książka Neczuj-Lewickiego idealnie wpasowuje się w nowoczesne realia. Wiele momentów celowo zachowano i bardzo dokładnie odtworzono, aby powiązać książkę z fabułą serialu. Dlatego jeśli się wahacie, mogę wam powiedzieć: nie zwlekajcie i obejrzyjcie ten serial!

P.S. Co ciekawe, twórcy serialu zekranizowali pierwotną wersję zakończenia książki „Rodzina Kajdaszów”, którą Neczuj-Lewicki usunął podczas przygotowań do drugiego wydania.