Piknik pod Wiszącą Skałą
Już od dawna polecano mi obejrzenie tego filmu jako przykład pionierskiego kina australijskiego na światowym rynku. Potem wpadła mi w ręce książka Joan Lindsay Piknik pod Wiszącą Skałą. Razem z Francescą przeczytałyśmy ją, potem obejrzałyśmy ekranizację i postanowiłyśmy koniecznie podzielić się naszymi wrażeniami.
Piknik pod Wiszącą Skałą. Fabuła
Piknik pod Wiszącą Skałą przenosi nas do Australii pod sam koniec epoki wiktoriańskiej. 14 lutego 1900 roku, w dzień św. Walentego, w pełni australijskiego lata, w kolegium Appleyard panowała podniosła atmosfera. Dziewczęta dostawały kartki walentynkowe i szykowały się na piknik w malowniczym miejscu – pod Wiszącą Skałą. Dwie z nich, starsza Miranda i młodsza Sara, zamieniają kilka zdań, a Miranda mimochodem wspomina, że wkrótce opuści kolegium.

I oto radosne dziewczęta jadą na ten piknik – nie codziennie zdarza się okazja, by wyjść poza teren szkoły. Docierają na miejsce, rozkładają się na trawie. Powoli ogarnia je senność od upału, a tymczasem woźnica odkrywa, że jego zegarek zatrzymał się dokładnie w południe. Cztery dziewczęta – wspomniana Miranda, Marion, Irma i Edith – ruszają, by obejrzeć okolicę. Z tej wyprawy trzy nie wracają, a jedna zbiega w dół w potwornym przerażeniu. Na górze zostaje też jedna z nauczycielek, panna McCraw, która w dziwnym stanie pobiegła w stronę Edith.
Rozpoczyna się długie śledztwo. Ale czy uda się odnaleźć dziewczęta?
Mamy tu klasyczny mistyczny kryminał, w którym – jak by nie było – morderca czy sprawca musi pozostać w ukryciu do samego końca. Najlepiej, gdy w ogóle się nie pojawi, bo to natychmiast zniszczyłoby cały urok fabuły, jej tajemniczość i w pewnym sensie sentymentalny nastrój. Obserwujemy więc poszukiwania i to, jak ci, którzy zostali, odczuwają tęsknotę za tymi, którzy odeszli. Równocześnie rozwijają się ich własne losy. Lepiej pokazane jest to w książce, choć nie tak obrazowo, jak w filmie.
Kto poszedł na górę?
Każda z dziewcząt, które udały się na górę, ma swoją szczególną cechę. Miranda uosabia kobiecość. Wystarczy spojrzeć na nią w pierwszych scenach przebudzenia, gdy przechodzi po kamyczkach strumienia czy w relacji z Sarą. Irma – to dojrzałość i powaga. Być może właśnie dlatego jest jedyną, która wraca ze skały. Marion – typ uczonej dziewczyny, często spotykany w żeńskich szkołach. Idzie na górę, by robić pomiary.

Wreszcie Edith – to zwykła, prosta dziewczyna, która często kręci się wokół popularniejszych koleżanek. Jest kontrastem dla pozostałej trójki i dość szybko traci chęć, by iść dalej, prosząc starsze koleżanki o powrót. Może potajemnie jest zakochana w jednej z nich, tak jak Sara w Mirandzie, i w ten sposób próbuje zwrócić na siebie uwagę? A może jest takim sobie szkolnym „Piotrem Pettigrew”?
Mistyka
W filmie, zdaje się, jest znacznie więcej mistycznych momentów, niż wydaje się na pierwszy rzut oka – o czym mówi się od razu wprost: „To, co widzimy, i to, co widzą w nas, jest tylko snem, snem w innym śnie”.
Zacznijmy od Mirandy. Mówi dziwne rzeczy, wygląda na kogoś nie z tego świata – przypomina raczej dziewczęta z obrazów Alfonsa Muchy albo wróżkę, która zaraz wróci do królestwa elfów. Sprawia wrażenie, jakby wiedziała, że coś ma się wydarzyć. Idzie na górę radośnie i z entuzjazmem, jakby do logicznego finału. Nie bez powodu wypowiada jedną z kluczowych kwestii całego filmu: „Wszystko zaczyna się i kończy we właściwym czasie i we właściwym miejscu”.
Marion też nie jest taką zwykłą kujonką, jak mogłoby się wydawać. Ze skały obserwuje koleżanki niczym „mróweczki krzątające się bez celu”. Ogólnie jest to najmniej rozwinięta postać z całej czwórki – jak tajemniczy nawigator, który odgrywa istotną, choć nie główną rolę na statku kosmicznym.
A zwróciliście uwagę, jak dziewczęta reagują, gdy Irma, już w czerwonym płaszczu, przychodzi do dawnych koleżanek? Czy na pewno jesteście pewni, że to Irma wróciła ze skały, a nie ktoś inny – ktoś tak przerażający, że sama jej obecność wywołała u dziewcząt histerię?

Panna McCraw przegląda podręcznik geometrii, jakby w myślach obliczała dokładny moment jakiegoś wydarzenia. Potem uważnie patrzy na skałę, gdy dziewczęta leżą na kamieniach, i nagle biegnie, by zdążyć na czas.
Widzicie, wychodzi nam całkiem ciekawa teoria spiskowa. Miranda mogła być przedstawicielką kosmitów, wróżek lub kogoś innego, a Wisząca Skała – miejscem jak elfie wzgórza w Szkocji lub punktem, gdzie przenikają się światy. Cała trójka wraz z nauczycielką pędzi tam nie z ciekawości, lecz by wrócić do domu. Zdejmując pończochy, jakby zrzucały kajdany naszego świata (czego nie zrobiła Edith – a więc nie miała prawa odejść).
Wątek dyrektorki
Ciekawy jest też wątek dyrektorki kolegium, pani Appleyard. Razem ze swoją szkołą jest strasznie przestarzała, a jej metody – z obowiązkową nauką nudnej poezji i izolacją od świata – wyglądają anachronicznie. W tamtych czasach miasta dynamicznie się rozwijały, zmieniała się edukacja, a takie pensje umierały śmiercią naturalną, tracąc rację bytu. Mogły służyć jedynie jako przejaw statusu, na którym dyrektorka chętnie zarabiała.

Pod surowością i dystansem kryją się jednak prywatne demony. Jej relacja z Sarą z czasem staje się coraz bardziej napięta, gdy pani Appleyard wyładowuje na niej swoje frustracje. Symbolizuje ona odchodzącą epokę – przypomnijmy, że królowa Wiktoria zmarła niespełna rok po wydarzeniach z filmu, a wraz z nią skończyła się cała epoka. Tak samo nagle i dziwnie kończy się los samej pani Appleyard.
Postaci drugoplanowe
Większość pozostałych bohaterów jest równie ciekawa (szczególnie panowie Michael i Albert). Odgrywają oni ważną rolę w poszukiwaniach. Michael na długo pozostaje pod urokiem „elfiej” Mirandy, nawet gdy później zbliża się do Irmy. Ich wątki lepiej pokazane są w książce – nic dziwnego, bo krótki czas ekranowy nie pomieści wszystkiego, zwłaszcza gdy film stawia na mistyczno-estetyczny wymiar.

Środki artystyczne
Cały ten zestaw tajemnic i zagadek byłby niczym bez pastelowej, stonowanej palety barw. Nie wiemy, czy celowo, czy z powodu braku środków na lepszą taśmę, czy może ówczesne możliwości techniczne nie pozwalały na więcej. Tak czy inaczej, kolory dobrano znakomicie – podobnie jak kadry, spowolnione ruchy dziewcząt i inne zabiegi.
I muzyka. Nie wyobrażamy sobie tego filmu bez fletni Pana Gheorghe’a Zamfira, bez klasycznych utworów z czasów belle époque. Flet pojawia się właśnie w scenach mistycznych – związanych ze skałą, dziewczętami, a nawet jaszczurkami.
A skoro o jaszczurkach mowa – miałyśmy teorię, że dziewczęta pożarła wymarła jaszczurka olbrzymia Megalania, a Irma jej jakoś nie posmakowała. Nie bez powodu pokazuje się te gady – jakby sugerując smutny los Mirandy, Marion i panny McCraw.

Trochę o przemianie
Piknik pod Wiszącą Skałą pokazuje, jak zmieniają się bohaterowie. Zaginione dziewczęta przechodzą przemianę na samej skale – widzimy jej początek, ale nie znamy końca. Irma zdaje się jej nie przejść, ale i ona zmienia się z uczennicy w młodą damę, godną dziedziczkę swojej rodziny. Michael musi poradzić sobie z traumą straty. Bez cienia Mirandy, z Michaela i Irmy mogłaby być dobra para – ale takie wydarzenia nie przechodzą bez śladu.
Wniosek
Piknik pod Wiszącą Skałą to przypadek, gdy dramatyzm oddaje się nie komputerowymi efektami, ale środkami artystycznymi, kadrami, światłem i muzyką. I wcale nie wygląda to tanio – to solidny dramat kostiumowy, głęboki, miejscami sentymentalny, w którym każdy szczegół ma znaczenie. Jeśli lubicie dynamiczny akcję – ten film zdecydowanie nie jest dla was. Ale jeśli cenicie tajemnice i zagadki bez rozwiązań, jeśli lubicie płynną narrację i wyrazistych bohaterów – koniecznie obejrzyjcie ten obraz.
