Nasze opinie

Blog-Image 10.02.2024
filmy
Czas czytania 3 min
Luccia Rafaella

Czekoladowy musical Wonka

Zapraszam wszystkich miłośników czekolady, opowiem Państwu o moich wrażeniach z filmu „Wonka” z 2023 roku. Niesamowicie uwielbiam czekoladę z różnymi owocowymi dodatkami, więc koniecznie musiałam wybrać się na ten film, zabierając ze sobą herbatę i czekoladę, bo jak inaczej!

Jestem wielką fanką serii “Willy Wonka i fabryka czekolady”, widziałam pierwszy film z 1971 roku i jego remake z 2005 roku, “Charlie i fabryka czekolady”. Pierwszy film jest świetny, wesoły, w jakimś sensie zabawny, podoba mi się ironiczny Wonka, który rozbił się bohaterem memów. Zamiast tego film Tima Burtona podbił moje serce swoją gotycką, czasem teatralną absurdalnością umpa-lumpów i samego Wonki, ucieleśnionego przez niezrównanego Johnny'ego Deppa. Ach, kiedy był młody i miał taką iskrę w oczach!

OK, wróćmy do Wonki. Film ten można uznać za prequel pierwszej adaptacji książki Roalda Dahla. Willy Wonka jawi się nam jako młody mistrz, który pragnie znaleźć w tym świecie miejsce dla swoich wyrobów – „gopple-shock” i innych pyszności. Słodycze naprawdę wyglądają dobrze. Kiedy patrzę na tę pyszność, myślę o sklepie “Magiczne Dowcipy Weasleyów”. Prawdopodobnie Rowling również inspirowała się książką Dahla. Albo twórcy „Wonki”…

Dobra, wracajmy do głównego bohatera. Jest bardzo podobny do starszego Wonki (którego znakomicie odegrał Gene Wilder) i wydaje się, że twórcy celowo wybrali aktora i perukę, aby podkreślić to podobieństwo. Timothée Chalamet gra Wonkę pięknie, ekscentrycznie. Dzięki jego grze można odnieść wrażenie, że Wonka jest znacznie silniejszym czarodziejem, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. I odczuwa wielką przyjemność z swoich przygód.

A na młodego poszukiwacza swojego miejsca w tym życiu pada wiele przygód. Konkurenci z kartelu czekoladowego nie śpią i organizują przyjęcie w postaci zimnego prysznica, a pomaga im w tym komendant policji. I nie tylko konkurenci, ale także chciwi właściciele „tanich” noclegów i pralni Pani Skrobicz. A tak przy okazji... słyszycie te magiczne dźwięki piosenki: "umpa"... "lumpa", która brzmi przez cały film? I wydaje mi się, że miejscami Wonka sam wymyślił scenariusz swoich przygód. To już teoria spiskowa czy nie?...

Przejdźmy do otoczenia. Widzimy typowe europejskie miasto, które nie dotknęło ani przebudowa czasów modernistycznych, ani II wojna światowa. Z wyglądu tramwajów i samochodów wnioskuję, że akcja rozgrywa się gdzieś w latach 20. lub 30. ubiegłego wieku, co dobrze pasuje do filmu z 1971 r., w którym Wonka ma grubo ponad 50 lat. Miasto jest naprawdę inspirujące, uważam, że chciałabym w nim mieszkać, spacerować po labiryncie uliczek i pić kawę wśród pięknych kamienic przed cudownymi sklepikami z ubraniami oraz czekoladą. Ale dość o sprawach osobistych!

Oczywiście wiele rzeczy to konwencje teatralne. Począwszy od analfabetyzmu Wonki (przez co wpada w tarapaty), kończąc na infiltracji zoo i piosenkach, ale one są właściwe i na swoim miejscu. Chociaż nie jest jasne, jak dokładnie Wonka osiągnął ten poziom umiejętności, nie potrafiąc czytać, gdzie dokładnie się nauczył i skąd nabył swoje magiczne zdolności. Pokazano nam lata dzieciństwa Wonki. I nic na to nie wskazywało.

Właśnie, ta linia z jego mamą jest dość sentymentalna, ale moim zdaniem słaba. Myślę sobie, że wprowadzono ją tylko po to, żeby odłączyć nas od filmu z 2005 roku. Tam dziwność Wonki została wyjaśniona jego relacją z dzieciństwa z ojcem. Tam to ma znaczący wpływ na fabułę. Dodam, że Wonka z 2005 roku bardziej przypomina wielkie dziecko, czasem dość okrutne, które przeżyło traumę przez despotycznego ojca. Zamiast tego bardzo dobrze widzę w Wonce z 2023 roku tego samego Wonkę z 1971 roku, który zestarzał się, nabrał ironii, a nawet popadł trochę w dzieciństwo. Ale są podobni!

No cóż, pod koniec porównania ze starymi filmami wspomnę o podobieństwie Oompa-Loompa. I, główne, scenki z laską!

Osobno chciałabym wspomnieć o obsadzie. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłam tu zarówno Hugh Granta (znanego jako Doctor Who), jak i Rowena Atkinsona (tak, tego samego Jasia Fasolę). Wszystkie piękne, wszyscy na swoich miejscach. Z wielką przyjemnością obejrzałam tą muzyczną feerię!

Teraz o wadach. Tak, ten film nie spodoba się tym, którzy dorastali na filmach Tima Burtona. Jest w pewnym sensie dziecinny, trochę naiwny, choć wesoły. Po drugie, jest dla mnie aż nazbyt oczywiste, że Wonka wcale nie jest takim naiwnym cukiernikiem, jakiego udaje. Zbyt łatwo błąka się pomiędzy niebezpieczeństwami, zbyt łatwo dostrzega ciosy losu.

Podobała mi się satyra na rząd i kościół, którymi władcy tego świata rządzą, jak im się podoba. I nie mówcie mi, że coś takiego nigdy się nie zdarzyło.

No i koniec gadaniom! A teraz przyszedł czas na czekoladę, bo w trakcie pisania tej recenzji skończyły mi się zapasy.

Pozdrawiam, wasza Raphaella!