“Szogun” – podróż do średniowiecznej Japonii
Dobry serial historyczny przypomina wehikuł czasu. Przenosi nas do konkretnej epoki, pozwala zanurzyć się w wir dawnych wydarzeń, poznać ludzi, którzy dawno odeszli, śledzić rozwój ich osobowości, wielkie zwycięstwa i bolesne porażki. Brzmi ciekawie, prawda? A jeśli tak, to zapraszam Cię do średniowiecznej Japonii, w sam środek wojny domowej. Dziś opowiem Ci o serialu "Szogun", ekranizacji powieści amerykańskiego pisarza Jamesa Clavella.
Tło historyczne serialu "Szogun"
Japonia, epoka Azuchi-Momoyama. Kraj powoli podnosi się po wielkich wojnach, a władza jest skoncentrowana w rękach dwóch potężnych daimyō – Ody Nobunagi i Toyotomiego Hideyoshiego. Wśród wasali Nobunagi znajdował się człowiek, któremu przeznaczone było założyć nowy szogunat – Tokugawa Ieyasu. Przez lata rywalizował z innymi możnowładcami, ale w końcu oficjalnie uznał zwierzchność Hideyoshiego… choć nie do końca. Prowadził własną politykę, co ostatecznie pozwoliło mu zdobyć władzę.
W tym czasie Japonia stopniowo ulegała chrystianizacji, zapoczątkowanej przez portugalskich misjonarzy i osobiście przez Franciszka Ksawerego. Oda Nobunaga traktował chrześcijan przychylnie, a jeden z daimyō – Omura Sumitada – nie tylko przyjął chrześcijaństwo, ale także założył miasto Nagasaki, które stało się centrum tej religii w Japonii. W miastach działało wielu misjonarzy, a liczba wyznawców chrześcijaństwa szybko rosła. Po śmierci Nobunagi jego następca, Toyotomi Hideyoshi, stopniowo ograniczał działalność misjonarską i zaczął wypędzać europejskich duchownych.
Serial przedstawia konflikt, który wybuchł po śmierci Hideyoshiego w 1598 roku. Po jednej stronie mamy Ishidę Mitsunariego (w serialu Ishido Kazunari), który przewodził radzie pięciu regentów rządzących w imieniu małoletniego syna Toyotomiego. Przejął kontrolę nad Osaką i przetrzymywał tam zakładników z arystokratycznych rodzin. Po drugiej stronie stał jego rywal – Tokugawa Ieyasu (w serialu Yoshi Toranaga).
Główny bohater – Anjin
I właśnie wtedy, w sam środek tych wydarzeń, u wybrzeży Japonii dociera holenderski statek o wymownej nazwie "Erazm" (w rzeczywistości "De Liefde", czyli "Miłosierdzie"). Statek zostaje skonfiskowany przez lokalnego daimyō, a ocalali członkowie załogi trafiają do niewoli. Ich losem interesuje się wasal Toranagi, który każe przyprowadzić kogoś, z kim będzie mógł się porozumieć. Wybór pada na brytyjskiego pilota morskiego Johna Blackthorne'a (w rzeczywistości Will Adams), który zna język portugalski – lingua franca europejskich kupców i misjonarzy.

Blackthorne stopniowo poznaje japońskie zwyczaje i uczy się języka. Z czasem zostaje samurajem, otrzymuje dwa miecze, a nawet żonę. Akcja serialu obejmuje kilka miesięcy poprzedzających bitwę pod Sekigaharą (21 października 1600 roku). W rzeczywistości William Adams przybył do Japonii w kwietniu tego samego roku. W tym czasie bohater przechodzi trudny proces adaptacji – nie tylko kulturowej, ale także politycznej. Blackthorne musi zrozumieć japońską etykietę, skomplikowane relacje między możnowładcami, intrygi jezuitów, którzy czują, że ich misja w Japonii dobiega końca, a także własne błędy. Kilkukrotnie, przez swój zachodni sposób bycia, ryzykuje utratę głowy.
Co do aktorstwa Cosmo Jarvisa, to nie mam większych zastrzeżeń – dobrze oddaje zagubienie człowieka, który znalazł się w zupełnie nowym świecie. Choć momentami jego postać mogłaby być bardziej powściągliwa – przecież epoka kolonializmu i brytyjskiej ekspansji dopiero się zaczynała.
Japończycy i Japonia w seriale "Szogun"
Ale prawdziwą siłą serialu są japońscy aktorzy. Ich gra jest niezwykle autentyczna – nie muszą udawać, bo ich kultura i sposób bycia idealnie pasują do epoki. Dzięki nim nie oglądamy serialu – odczuwamy go niczym podróż w czasie. Choć postacie nie występują pod swoimi prawdziwymi imionami, łatwo można rozpoznać historyczne pierwowzory.
Największe wrażenie zrobił na mnie Hiroyuki Sanada w roli Yoshiego Toranagi (inspirowanego Tokugawą Ieyasu). Nie przypomina on może dokładnie historycznego pierwowzoru, ale ma charyzmę godną lidera. Tak jak przystało na japońskiego władcę, utrzymuje dystans wobec podwładnych, a nawet wobec samego Blackthorne’a. Kiedy wymaga tego sytuacja, bez wahania skazuje dawnych przyjaciół na seppuku.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje także Anna Sawai jako Toda Mariko (inspirowana Hosokawą Gracią). Jej postać emanuje wewnętrzną siłą i spokojem, a sceny jej wyjazdu z Osaki należą do najbardziej emocjonujących w całym serialu.

Producent serialu i odtwórca głównej roli, Hiroyuki Sanada, zadbał o niesamowity poziom detali. Od elementów ubioru po przedmioty codziennego użytku – wszystko wygląda niezwykle autentycznie. Nawet jeśli zdarzają się anachronizmy, zauważą je tylko eksperci. Serial jest utrzymany w ciemnej kolorystyce, co doskonale oddaje atmosferę epoki – czasy były ponure, a bezpieczeństwo iluzoryczne.
Dzięki reżyserii, scenografii i muzyce towarzyszącej bohaterom mamy wrażenie, że w gęstych japońskich lasach naprawdę czają się yokai i złowrogie duchy.
Podsumowanie
Serial "Szogun" zrobił na mnie ogromne wrażenie – głębokim zanurzeniem w średniowieczną Japonię i fenomenalną grą aktorów japońskich. Osobiście chciałabym zobaczyć kontynuację, ponieważ nie pokazano jeszcze ostatecznego wstąpienia Toranagi na tron szoguna. Może te wydarzenia zostawiono na drugi sezon? Na razie jednak oficjalnej zapowiedzi brak.
