Świat zakręcony jak muszla ślimaka, czyli „Uzumaki” Junjiego Ito
Wyobraźcie sobie miasto Kurozu. Z pozoru zwyczajne japońskie miasto. Ale jest w nim coś dziwnego. W strumieniach pojawia się wiele wirów, wiatr wciąga wszystko, czego dotknie, w trąby powietrzne. Nawet chmury na niebie tworzą spirale. Wydaje się, że dzieła sztuki powstają w Kurozu wyłącznie w kształcie spirali. „Spirale przyciągają, są tajemnicze” – mówi jeden z mieszkańców miasta. Jest zafascynowany spiralami do tego stopnia, że pewnego dnia znajduje się martwy w beczce. Podczas kremacji nad krematorium ukazuje się wielka spirala. Spirale pojawiają się w bliznach ludzi, spirale zaczynają rosnąć na plecach ludzi. I wtedy giną. O tym właśnie opowiada manga „Uzumaki” Junjiego Ito oraz anime o tym samym tytule.
Już czujecie ten dreszcz? Tak?

O czym jest „Uzumaki” Junjiego Ito?
A potem spirale wkraczają w życie licealistów Kirie i Shuichiego. Kiedyś chodzili razem do szkoły, ale Shuichi wyjechał do innego miasta. Z jakiegoś powodu nie ciągnie go z powrotem, wręcz przeciwnie, rodzinne miasto go przeraża – wszędzie widzi spirale. Z czasem i Kirie zaczyna je zauważać. W końcu przekonuje się, że w mieście dzieje się coś złowrogiego. Giną rodzice Kirie, giną jej koledzy z klasy Azami i Okada. A ojciec dziewczyny, garncarz, zauważa, że jego wyroby zaczynają przybierać spiralne kształty.
Czy już robi się straszniej?

Z pozoru „Uzumaki” Junjiego Ito to zwykła opowieść grozy, gdzie koszmary gromadzą się, rodzą chaos i niszczą większość ludzi. Junji Ito mistrzowsko rozwija tę spiralę, tworząc uczucie beznadziei i duszącego strachu, nie gorsze niż w książkach Stephena Kinga. Szczególnie pod koniec, gdy wplata poważniejsze tematy kanibalizmu i gangów, które pojawiają się zawsze tam, gdzie rozpada się społeczeństwo.
Jednak początek nie jest gorszy. Przyjdzie wam się zmierzyć z prawdziwą szekspirowską dramatem miłości Kazunoriego i Noriko. Ich uczucia są odrzucone przez obie rodziny, a jedynym wyjściem jest przemienienie się w splecione w spiralę węże. W ogóle Ito zebrał w swojej historii wiele różnych wątków, które mogłyby stać się samodzielnymi horrorami: wampiryzm, tajemnicza latarnia morska i wiele innych.
Cechy artystyczne
Szczególnie dobrze podkreśla to wszystko oprawa wizualna. Twórcy anime nie zdecydowali się na wersję kolorową, pozostawiając ją czarno-białą. To bardzo trafne posunięcie – fabuła staje się jeszcze bardziej ponura. Niestety, twórcy anime zdołali dopracować tylko pierwszy odcinek, w drugim wyraźnie odczuwa się spadek jakości. Co osobiście mnie dziwi, bo nad anime pracowano przez pięć lat. Trzeci i czwarty odcinek mają już zupełnie inną stylistykę.
Warto także wyróżnić ciekawą ścieżkę dźwiękową, zwłaszcza partie saksofonowe, które sprawiają, że „Uzumaki” Junjiego Ito nabiera organicznego i interesującego charakteru.
Na koniec powiem, że „Uzumaki” Junjiego Ito to historia z czasów, kiedy manga i anime mogły sobie pozwolić na niekonwencjonalne fabuły, nietypowe rozwiązania i nie zawsze szczęśliwe zakończenia. Być może właśnie dlatego „Spirala” mogłaby stać się fenomenem na tle typowych współczesnych historii. I pewnie się stała, pomimo problemów z grafiką. Jednak tylko na krótki czas, w przeciwieństwie do „Tomie”

Czy te spirale na niebie czegoś wam nie przypominają?
Mi osobiście przypominają grafikę w stylu Tove Jansson.
