Albrecht Dürer i jego szkice przyrodnicze
Jeśli Państwo interesujec się sztuką, zapewne zna religijne ryciny lub portrety autorstwa Albrechta Dürera. Znane są również jego obrazy. Jednak w ogromnym dorobku artystycznym Albrecht Dürer stworzył kilka interesujących szkiców, o których dziś właśnie porozmawiamy.
W latach 1500–1505 Albrecht Dürer studiował w Norymberdze naturę, aby poprawić realizm przedstawiania roślin i zwierząt. W tym czasie był już uznanym mistrzem. Sztuki grawiury uczył się w warsztacie ojca, a później u malarza Michaela Wolgemuta. Tytuł mistrza otrzymał po podróży po miastach Górnego Renu. W Colmarze przejął wiedzę i techniki mistrza od dzieci Martina Schongauera. Zdążył też poznać w Wenecji najnowszy nurt sztuki — renesans.
W przeciwieństwie do wielu innych mistrzów Albrecht Dürer nie miał problemów finansowych. Po pierwsze, pochodził z zamożnej rodziny, a po drugie, ojciec ożenił go z Agnes Frey, pochodzącą z rodu bankierów i przedstawicieli rodziny Medyceuszy w Niemczech. Po trzecie, po ślubie otworzył własną pracownię, a jego dzieła i zamówienia cieszyły się powodzeniem, zaś po wydaniu Apocalipsis cum figuris przyszły także sława i autorytet. Nasz artysta miał więc wolną rękę, niezależną od braku pieniędzy czy konieczności szukania zleceń, i mógł poświęcić się nauce oraz eksperymentom.
Właśnie wtedy Albrecht Dürer stworzył dużą liczbę szkiców ludzkich dłoni, a także kilka prac, o których właśnie opowiem. Można je zobaczyć w muzeum „Albertina” w Wiedniu.

„Wielka kępa trawy”, 1503
Niemiecka nazwa: Das große Rasenstück. Zacznę od motywów roślinnych. Ta akwarela jest moim zdaniem szczytem badań roślinnych Albrechta Dürera. Widzimy świeże wiosenne rośliny, które poczuły swoją siłę i wystrzeliły ku górze. Oto mlecze przygotowują się do kwitnienia, a trawy również spieszą się do wzrostu. Oprócz mlecza dostrzegam tu także krwawnik, kupkówkę, przetacznik, babkę oraz stokrotki.
Choć raczej trudno uwierzyć, by wiosną kwitły aż tak szybko, ale kto wie — być może w Norymberdze tak właśnie było. Szkic nie ma żadnego logicznego centrum ani kompozycji, tak samo jak nie może go mieć przypadkowy fragment trawy. Wzrok widza koncentruje się raz na liściach, raz na kwiatach mlecza, a raz na kłosach traw.

Podoba mi się niezwykła szczegółowość i realizm wszystkich elementów roślin. Czuję się tak, jakbym w dzieciństwie patrzyła na prawdziwą łąkę, leżąc w trawie i oglądając ją w bardzo ciepły wiosenny dzień. Albo jak jakieś małe zwierzę ukrywające się wśród traw przed drapieżnikiem.
W przyszłości Albrecht Dürer często wracał do motywów roślinnych, na przykład w obrazach „Madonna z irysem” (1500–1510), „Pęk pierwiosnków” (1526) czy „Madonna z czyżem” z 1506 roku.
„Młody zając”, 1502
Z kolei „Młody zając” stał się szczytem jego badań zoologicznych. Podczas gdy większość artystów renesansu zwracała uwagę przede wszystkim na ludzką anatomię, Albrecht Dürer poświęcał ogromną uwagę dokładnemu przedstawianiu zwierząt w prawidłowych proporcjach. Wystarczy porównać tę akwarelę z prymitywnym i dość umownym przedstawieniem zajęcy na rycinie „Święta Rodzina z trzema zającami”.
Najtrudniejszym elementem w przedstawieniu zwierzęcia okazało się futro, które nie tylko układa się pod różnymi kątami, lecz także ma zróżnicowane zabarwienie i inaczej odbija padające światło. Obraz nie byłby tak żywy bez tego spojrzenia, wąsów i nastroszonych uszu. W oczach odbijają się ramy okienne, co doprowadziło do teorii, że zając rzeczywiście siedział w pracowni (być może w klatce).

Zając wygląda niezwykle realistycznie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, w jakich okolicznościach Albrecht Dürer mógłby posadzić tak dzikie i płochliwe zwierzę w taki sposób, by spokojnie pozowało artyście. Wydaje się, że zając zaraz wyskoczy z papieru i pobiegnie gdzieś w tę samą trawę z poprzedniego dzieła. Być może nawet patrzymy na tę trawę oczami właśnie tego zająca.
W kolejnych pracach Albrecht Dürer wielokrotnie przedstawiał zwierzęta — wystarczy wspomnieć wołu w „Pokłonie Trzech Króli” (1504), „Madonnę zwierząt” (1503), „Rycerza, Śmierć i Diabła” (1513), „Nosorożca” (1515) czy „Głowę morsa” (1526). Co prawda ostatnia praca nie wygląda szczególnie atrakcyjnie — być może artysta nigdy nie widział prawdziwego morsa na żywo, dlatego zwierzę wydaje się tam nieco karykaturalne, w przeciwieństwie do lisów, konia czy samego nosorożca w innych dziełach.
Posłowie
Czym zachwyciły mnie te obrazy podczas oglądania ich w wiedeńskim muzeum Albertina? Po pierwsze, ogromną precyzją proporcji i realizmem przedstawień. Trawa wydaje się żywa — ma się wrażenie, że wystarczy lekki podmuch wiatru, by poruszył te rośliny. Tak samo zając, który zaraz wyskoczy z papieru i pomknie w tę samą kępę trawy. Po drugie, niezwykle szczegółowym ukazaniem wszystkich elementów zwierząt i roślin. Ma się ochotę wciąż odkrywać jakieś nowe, wcześniej niezauważone detale.