Nasze opinie

Blog-Image 25.04.2026
książki
Czas czytania 4 min
Cleur Flancheska

Paweł Zbroszczyk „Dar Anomalii”

Już wiosna, sakury kwitną w pełni, a ja wciąż nie mogłam zebrać się, by napisać recenzję trzytomowego cyklu polskiego pisarza Pawła Zbroszczyka „Dar Anomalii”. Właśnie o tej historii chciałabym z Wami pogadać. W czasach powszechnej fascynacji romantasy takie książki są na wagę złota. Najwyższy więc czas opowiedzieć, co mnie tak przyciągnęło w tej trylogii.

Fabuła książki „Dar Anomalii”

Pewnego dnia młodego Brena zaskoczyła w drodze śnieżyca i był on zmuszony zatrzymać się w przydrożnej karczmie. Już pierwszej nocy spotkało go nieszczęście: zamordowano jednego z gości śpiących obok. Brena uratowała jedynie przypadkowo zdobyta wiedza — dołączył do oddziału tak zwanych piewców, totalitarnej sekty, której głównym zadaniem jest wyszukiwanie i zabijanie ludzi obdarzonych magicznymi zdolnościami, czyli magów. Jeszcze kilka dni wcześniej Bren był wolnym człowiekiem, a teraz musi wykonywać misje, na których bardzo łatwo stracić życie.

Tymczasem gdzieś daleko, w świecie Parkan, żyje skrzydlaty (o piórach) Łeba. Czeka go próba na Wyspie Prób, która pomiędzy innym ma ukształtować charakter parkanińczyka i zdecydować, czy stanie się dobry, czy zły. Ci, którzy zdadzą egzamin, spotykają swojego człowieka — osobę potrzebującą tej więzi i dzięki niej zyskującą magiczne zdolności. Łebie powierzono jednak szczególnie ważną misję. Niedawno jeden z parkaninów, z natury zły, dostał się do ciała równie złego człowieka — Styksa. Ta para postanowiła zgładzić wszystkich Bezsennych, którzy tworzą więzi między Parkanem a światem, w którym rozgrywają się główne wydarzenia trylogii „Dar Animalii”. Zgadnijcie, do kogo trafił Łeba?

Tak wygląda punkt wyjścia tej wspaniałej historii. I uwierzcie mi, piewcy to najmniejsze zło, jakie spotka Brena, Łebę oraz ich przyszłych towarzyszy. Jak przystało na mroczne fantasy, bohaterów porwie wir wydarzeń geopolitycznych, gdzie grają swoją grę znacznie większe siły niż łowcy magów.

Bohaterowie trylogii „Dar Anomalii”

Jak na rasowe dark fantasy przystało, w trylogii „Dar Anomalii” pojawia się wielu interesujących bohaterów. Oto Pieprz — dobroduszny krasnolud, który przemierza świat, ratujac magów, tworząc mapy, i jednocześnie poszukuje zaginionego syna. To chyba najbardziej sympatyczna dla mnie postać w całej trylogii i z tego, co słyszałam ulubieniec wielu czytelników.

Kolejną towarzyszką Brana jest znakomita szermierka Zadra, która ma własną, poruszającą historię: jej ojciec zginął podczas Podróży do Parkanu. To silna kobieca postać, również bardzo sympatyczna, choć dostrzegam w niej cechy t.zw. tsundere — dziewczyny, która na początku bywa trudna, ale z czasem staje się lojalną towarzyszką.

Trzecim kompanem Brana, szczególnie w pierwszym i trzecim tomie, jest mag Faust. Poznali się jeszcze w podziemiach Yer Osti, gdzie ukrywali się przed piewcami, choć prawdziwa więź między nimi zawiąże się dopiero pod koniec trylogii. Faust ma własne ambicje i prowadzi swoją grę, więc trudno uznać go za w pełni godnego zaufania sprzymierzeńca. Ale to on właśnie nauczył Brena podróżować do Parkana.

W powieści pojawia się jeszcze kilka postaci, które początkowo mogą wydawać się drugoplanowe, ale każda z nich odgrywa swoją rolę w odpowiednim momencie.

Świat trylogii „Dar Anomalii”

Trylogia „Dar Anomalii” to klasyczne road movie. Na szczęście w każdej książce znajdziemy mapę, która ułatwia orientację w terenie. A jeśli kupicie egzemplarz bezpośrednio od autora na jakimś wydarzeniu, możecie mieć szansę zdobyć dużą, kolorową wersję, albo otrzymać ją w prezencie przy zakupie całej trylogii.

Dzięki temu mamy okazję odbyć długą podróż przez świat, który z jednej strony przypomina klasyczne fantasy: z krasnoludami w tolkienowskim stylu, półelfami czy goblinami, a z drugiej oferuje własne, oryginalne elementy. Pojawiają się choćby harakuni — ludzie o kruchej skórze i zielonych oczach. Do tego dochodzi unikalny system magii, ślady dawnej wysoko rozwiniętej cywilizacji oraz potężne siły stojące naprzeciw bohaterów.

System magii w „Darze Anomalii” jest szczególnie interesujący. Wiedzę może zdobyć tylko ten, kto połączył się z mieszkańcem Parkanu i odbył przynajmniej jedną „podróż”, możliwą dzięki liściom rośliny zwanej „sennikiem”. Każda taka podróż to wykonanie określonego zadania, a sposób jego rozwiązania odblokowuje konkretną umiejętność z pewnej „klasy”, którą potem można rozwijać.

Co ważne, wiedza ta nie jest darmowa. Każda nowa zdolność oznacza fizyczną deformację, której nie można wybrać. Branowi na przykład zrosło się kilka palców, przez co stracił zdolność rzeźbienia w drewnie. Bardzo to mi się podoba: magia ma swoją cenę, a zdobyte umiejętności nie są wszechmocne — podlegają równowadze i ograniczeniom.

Już w pierwszym tomie zaintrygowały mnie ogromne podziemne kompleksy badane przez Fausta, a później także przez Brena. Zostały one stworzone przez dawno zaginioną rasę Yer Osti. Początkowo przypominają ruiny jakiegoś „rzymskiego imperium” w świecie fantasy, wśród których błąkają się ludzie epoki średniowiecza. W kolejnych tomach widzimy skutki ich działalności i możemy docenić potęgę tej cywilizacji. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że gdzieś wciąż daje ona oznaki istnienia. Czy bohaterowie się spotkają z Yer Osti? I czy okażą się te stworzenia dobre, czy złe?

Zajrzymy też na ziemie krasnoludów, gdzie zobaczymy ciekawe konstrukcje obronne — jeżymosty

Jedynym elementem, który wydaje się niedostatecznie rozwinięty, są piewcy. Od drugiego tomu schodzą na dalszy plan, a czasem wręcz znikają. A szkoda! Mogliby jeszcze bardziej skomplikować życie Brena pod koniec historii (choć i bez nich nie brakuje zagrożeń).

Wnioski

Trylogia „Dar Anomalii” bardzo mi się spodobała. Jest uczciwa wobec czytelnika. Nie karmi go różowymi wróżkami, jednorożcami ani wyidealizowaną miłością czy relacjami międzyludzkimi. Wątek romantyczny istnieje, ale nie dominuje.

Jedyną rzeczą, która mniej przypadła mi do gustu, jest antagonista. Jest wręcz odpychający do granic możliwości. Moim zdaniem brakuje mu charyzmy, pozostaje jedynie złą okrótna siłą. Przez to zło wydaje się zbyt oczywiste, zbyt jednoznaczne. Ale czy, na przykład, Bren jest idealny? Jak przystało na mroczne fantasy, protagonista nie jest żadnym mesjaszem, czasem też radzi sobie, jak potrafi. Właściwie jedyną jednoznacznie pozytywną postacią jest Pieprz. No, może w pewnych momentach także Zadra.

Polecam tą trylogię wszystkim, którzy tęsknią za naprawdę dobrą historią, ciekawym i nietypowym światem oraz settingiem, a także wszystkim, ktomu popularne romantasy już zdążyły stanąć w gardle.